To trwało tylko chwilę. Autobus wzbił się w powietrze, przez moment lecieli wśród chmur, gdy w pewnym momencie cały świat zniknął. Wszystko stało się białe i głuche. Vivien zaczęła krzyczeć, ale nie usłyszała dźwięku wydobywającego się z jej krtani. Nagle coś nią szarpnęło i odbiła się bokiem głowy o szybę. Zamrugała kilka razy i zauważyła, że świat zaczął powracać do dawnych barw. Z pomocą kierowcy wyszła z autobusu i stanęła na żwirze. Zaczęła rozglądać się dookoła. To miejsce nie przypominało placówek szkół, jakie dotąd znała. Wszędzie były chmury i błękitne niebo. Słońce wydawało się być bliżej niż dotychczas. Powietrze było świeże, a trawa bardziej zielona.
- Witamy w Podniebnej Szkole - usłyszała obok siebie niski, kobiecy głos. Odwróciła się szybko, a przed sobą ujrzała mały komitet powitalny, składający się z dyrektorki, woźnego, ucznia i uczennicy, prawdopodobnie z tego samego roku. - Nazywam się Diana Scavo i jestem dyrektorką tej jakże cudnej szkoły - rzekła, podając Vivien dłoń i uśmiechając się szeroko. - To pan Hook, woźny, a to... - spojrzała na uczniów i cicho się zaśmiała. - To moja droga Michael Drag, uczeń drugiej klasy, przewodniczący szkoły, a uczennica to...
- Phoebe De Klar - uprzedziła ją dziewczyna, potrząsając radośnie głową. Jej kasztanowe włosy przycięte były do piersi i wyprostowane tak, że nie odstawał jej ani jeden włosek. - Będziemy współlokatorkami.
Vivien nie odezwała się ani razu, czekała tylko na przebieg wydarzeń. Uśmiechała się i przytakiwała, jakby wogóle ich nie słuchała i nie wiedziała, o czym mówią. Idiotka, pomyślała.
- Phoebe oprowadzi cię po szkole i wszystko wyjaśni. Niczym się nie martw, będziesz się tu czuć jak w raju - powiedziała Diana i razem z woźnym oraz Michaelem wrócili do szkoły. Phoebe chwyciła Vivien za rękę i pociągnęła ją za sobą.
***
Pokazała jej całą szkołę i budynek mieszkalny. Łączyło je szklane przejście na wysokości około siedmiu metrów. Wszędzie, gdzie się nie spojrzało, były chmury. Vivien czuła się... Trochę dziwnie. Gdy weszły do ich pokoju, wszystkie bagaże Viv już tam leżały, niektóre nawet rozpakowane. Phoebe jednak wcale nie zwracała uwagi na minę nowo poznanej koleżanki. Właściwie prawie wogóle nie zwracała na nią uwagi. Mogłoby się wydawać, że gada sama do siebie.
- Oj, prawie zapomniałam - rzuciła, wskakując na łóżko. - Jutro przejdziesz próbne testy i dostaniesz plan lekcji. U większości uczniów wyglądała tak samo. Wstajemy o 8:00, a o 8:30 schodzimy na parter na śniadanie. O 9:00 idziemy do klas. Ja najpierw mam historię - kontynuuje, spoglądając na plan wiszący na ścianie. - Później samokontrola, następnie samoobrona... - wylicza. - Lekcje kończą się o 13:00, a wtedy już każdy ma indywidualne lekcje, gdzie rozwija się swoją zdolność.
Vivien rozpakowała resztę bagaży i usiadła na łóżku na przeciw Phoebe. Rozpięła kok i przeczesała palcami włosy. Potrząsnęła lekko głową, jakby chciała odświeżyć umysł.
- Jaką masz zdolność? - spytała Phoebe, wciąż siedząc w tej samej pozycji i przyglądając się Vivien.
- Potrafię wzrokiem poruszać różnymi rzeczami, powodować ich łamanie, wybuchanie.
- Działa to na ludzi?
- Nie wiem... Nigdy nie próbowałam.
- Spróbuj jutro w szkole - zaśmiała się Phoebe, kładąc nogi na ziemi. - Jeśli zabłyśniesz w pierwszy dzień szkoły, nie będą tobą pomiatać, jak niektórymi z nas.
W tej chwili z twarzy Phoebe zniknął radosny uśmiech. Pogrążyła się w ciszy, tylko jej znanej. Vivien od razu zrozumiała, że ona także musimy należeć do grona mniej popularnych nadnaturalnych.
- Większość z nas ma moc, którą może pokazać. Te osoby najczęściej dominują w szkole. Osoby, które mają moc "w sobie" i nie potrafią jej ujawnić, są raczej skryte. A przynajmniej były, gdy mój brat chodził tutaj do szkoły. Trzymały się w grupie, na uboczu. Teraz ciągle gadają o swojej mocy i chwalą się, czego to nie potrafią. To wkurzające! - wybuchnęła. - Niektórzy przewidują przyszłość, a inni czytają w myślach. Jest jeszcze parę osób, które potrafią cofać się do przeszłości lub wędrować do przyszłości. A ja jestem jedną z tych nielicznych, które ani razu nie ujawniła swojej mocy.
- A jaką masz zdolność? - spytała Viv, opierając łokcie na kolanach.
- Potrafię uzdrawiać - odpowiedziała, uśmiechając się blado.
- Wspaniale! - krzyknęła Vivien, klękając u nóg koleżanki. - Gdy jutro pójdziemy do szkoły, wsadzę w kogoś nóż, a ty go uzdrowisz. Wszyscy zobaczą co potrafisz ty, a ja im pokażę, że ze mną nie warto zadzierać.
- No nie wiem... - wahała się Phoebe. Vivien spojrzała na nią i zaczęła świdrować zielonymi oczami. - Okej, zrobimy, jak zechcesz.
Blondynka poklepała Phoebe po ramieniu i położyła się z powrotem na łóżku, spoglądając w sufit. Może wujek miał rację? Może przebywanie z innymi nadnaturalnymi naprawdę jej pomoże? Kto wie?...
Świetne opowiadanie o ciekawym temacie :D Jestem ciekawe czy Vivien ujawni swoją moc :-)
OdpowiedzUsuńWpadniesz? http://rock-mojezycie.blogspot.com/