czwartek, 3 stycznia 2013

002

   Vivien musiała usiąść. Gdyby tego nie zrobiła, pewnie już leżałaby na podłodze nieprzytomna. Ręce zaczęły jej się trząść, więc ukryła je pod stołem. Starała się utrzymać obojętny wyraz twarzy, jednak nie potrafiła tego zrobić. Chyba nikt w życiu nie widział jej tak bardzo przejętej i zaskoczonej jak w tej chwili. Zawsze przy wszystkich starała się być twarda i wesoła, jednakże w tym momencie nawet nie miała zamiaru spróbować się uśmiechnąć. Nie miała siły ani ochoty. 
   Odnalazłam rodzinę., pomyślała. Jednak po chwili doszła do wniosku, że to rodzina odnalazła ją. W jej głowie kłębiło się tysiące myśli, lecz powstrzymała się od wybuchnięcia i zadania ich wszystkich naraz. Najpierw położyła na stół kartę adopcyjną i oparła się wygodnie o oparcie krzesła, jakby wcale nie przejmowała się zaistniałą sytuacją. 
   Thomas przez cały czas nie spuszczał jej z oczu. Przyglądał się każdym jej najmniejszym i najdrobniejszym ruchom. Gdy położyła kartę na stół, wziął ją do ręki i ponownie przeczytał. W prawym dolnym rogu widniał jego podpis, który złożył z samego rana, gdy Vivien była jeszcze zamknięta w izolatce. Złożył kartkę i wsadził ją do kieszeni kurtki. 
- Twoje rzeczy zostały już spakowane - rzekł niskim, przyjemnym głosem. Choć wyglądał na surowego mężczyznę, dźwięk jego głosu był kojący. Oboje w tym samym czasie zerknęli na dwa pudła, które stały obok drzwi, którymi Vivien nigdy nie wychodziła i tak naprawdę nigdy nie miała wyjść. Wmawiała sobie, że zostanie tutaj, aż nie zostanie pełnoletnia. A teraz wszystko się zmieniło. Nic nie będzie już takie, jak kiedyś. 
- Chodź - powiedział Thomas, wstając i ubierając płaszcz. Pod jego płaszczem wisiał czerwony, mniejszy. Pasowałby na nastolatkę... Na podłodze leżały brązowe kozaczki, które miały taki rozmiar jak noga Aniser. Mimowolnie się uśmiechnęła zgadując, że to należy teraz do niej. 
- Myślę, że raczej nie będziesz się z nikim żegnać - dodał Thomas, rzucając siostrzenicy płaszcz. Vivien pokręciła głową i ubrała płaszcz. Jej wujek wyszedł już na zewnątrz, zabierając wszystkie jej rzeczy. Ona powoli, wcale się nie spiesząc, zawiązywała buty. Przeczesała palcami włosy i wyszła na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi.

                                                                 *** 

   Zimny podmuch wiatru targał blond włosami nastolatki, która stała przed sierocińcem i spoglądała na zżółknięte liście. Zaczynał się październik. Ciemne chmury okryły niebo, zakryły słońce i całe miasto. Vivien wdychała świeże powietrze, gdy nagle poczuła na ramieniu silny uścisk. Nie taki, który za każdym razem czuła, gdy stała obok niej Siostra Judy. Był to ciepły uścisk wujka.
- Samochód już czeka - rzekł, a Viv poczuła się jak ktoś wyjątkowy. Lekko się zarumieniła. Pośpiesznym krokiem poszła za wujkiem, wsiadając do czarnego Jeepa. Usiadła na przednim siedzeniu, delektując się miękkim siedzeniem. Thomas ruszył bezgłośnie, oddalając się od sierocińca. Vivien dopiero po chwili zorientowała się, że jej wujek mieszka poza obrzeżami miasta.
- Gdzie mieszkasz? - spytała.
- Brawo. Odezwałaś się pierwszy raz - zaśmiał się Thomas. - W Laxred, obok jeziora. Dom znajduje się na skraju lasu. Lubię ciszę i spokój. 
  Vivien uśmiechnęła się lekko. Minęło zaledwie dwadzieścia minut, a Jeep zatrzymała się przed wielką posiadłością rodziny Aniser. Thoms zatrzymał samochód i wysiadł, wyciągając bagaże Vivien i zanosząc je do domu. Blondynka jednak nie chciała się tak spieszyć. Powoli kroczyła po wybrukowanej nawierzchni, wdychając zapach drzew. Spojrzała na dom i uśmiechnęła się w duchu, zaczęła skakać i piszczeć. Wreszcie miała swój dom, kogoś bliskiego. Jedna łza spłynęła po jej policzku, jednak szybko ją starła i ruszyła w stronę willi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz